Specyfika jazdy na wschód od Odry.

Tak jak inna jest mentalność ludzi mieszkających w krajach dawnego bloku wschodniego w stosunku do narodów zachodnich, tak też inny jest sposób przemieszczania się w tym obszarze. Wydaje się, że wszystkie różnice można sprowadzić do różnic kulturowych. Inny stopień rozwoju infrastruktury, stan techniczny pojazdów, poszanowanie prawa, stosunek do innych uczestników ruchu oraz wiele innych mniejszych różnic. Lecz kultura słowiańska jest tak złożona iż takie wyjaśnienie może być zbyt proste.

W dniu dodania tego wpisu, zobaczyłem w telewizji informacje o wypadku Lamborghini w Sopocie. Przebywam akurat w domu więc zdaję sobie sprawę z tego jak trudne warunki panują obecnie w naszym kraju. Początek, lub koniec zimy jest najtrudniejszym okresem dla kierowców, a z pewnością jest najtrudniejszą porą roku dla mnie. Na ile zdążyłem zorientować się ze zdjęć pokazywanych w telewizji, pojazdem uczestniczącym w wypadku było Lamborghini Galardo 560-4 Bicolore. Od „standardowej” wersji 560-4, ten model odróżnia pakiet stylizacyjny karoserii oraz najczęściej również i wnętrza. O ile mi wiadomo silnik i układ jezdny jest ten sam. Oznacza to silnik o mocy 560KM oraz napęd na 4 koła. Mogło by się wydawać iż takie rozwiązanie napędu sprawia, że auto łatwiej się prowadzi. Jednakże tak jak takiego stwierdzenia nie można użyć do żadnego modelu Lamborghini, tak również nie można tak powiedzieć o tym pojeździe. Miałem przyjemność prowadzić podstawowy model Gallardo 560-4 w warunkach otwartej krętej drogi publicznej oraz powolnej miejskiej jazdy w zatłoczonych polskich miastach. W mojej ocenie auto w ogóle nie przejawia charakterystyki samochodów napędzanych na wszystkie koła, jaką znam z innych mniej lub bardziej sportowych pojazdów. Faktem jest to, że potrafi być czasami podsterowny, ale w szczególnych warunkach wersja z napędem na tył, a takie też prowadziłem, też przejawiały taką tendencje. A więc wydaje mi się, że napęd nie pomagał kierowcy tego dnia, ale na Polskich drogach miał on jeszcze jedną trudność do pokonania, sportowe, niskie zawieszenie tego auta. Stosunkowo mały skok amortyzatorów oraz bardzo niski prześwit oznaczają iż ryzyko tzw. dobicia podwodziem jest na naszych ulicach bardzo duże. Dzieje się tak gdy po najechaniu na nierówność auto na tyle mocno uderza podwoziem o nawierzchnię drogi iż koła zaczynają przenosić za mało masy pojazdu na nawierzchnie aby były wstanie zapewnić autu stabilność. Oznacza to, że w przypadku dobicia auto na ułamek sekundy zaczyna poruszać się zgodnie z wypadkową toru jazdy. Jednak już chwilę później opony odzyskują pełną przyczepność i wysyłają auto we właściwą stronę. Jeżeli podczas całego zdarzenia zachowanie kierowcy nie będzie zrównoważone i stosowne do kąta ustawienia pojazdy na drodze, auto natychmiast straci stabilność i wówczas nawet pas startowy opuszczonego lotniska może nie wystarczyć aby ją z powrotem odzyskać. Auto, które brało udział w tym wypadku, było na niemieckich tablicach, więc możemy zakładać iż kierowca mógł nie być jeszcze zapoznany ze stanem polskich dróg po zimie. Choć oczywiście rodzaj tablic rejestracyjnych o niczym nie mówi. Nasi klienci wypożyczając super sportowy samochód z naszego garażu również poruszają się z takimi właśnie tablicami choć wcale nie są obywatelami danego kraju. Pomimo tych oraz innych trudności z jakimi się spotyka każdy polski kierowca codziennie jadąc do pracy, komentarze na stronie internetowej pod informacją o tym zdarzeniu nie pozostawiały suchej nitki na kierowcy. Zdaje sobie oczywiście sprawę z tego iż przekraczanie prędkości w terenie zabudowanym powinno być najwyżej potępianym czynem jakiego kierowca może się dopuścić. To, że ktoś zdecydował się na przejażdżkę samochodem który przerasta jego umiejętności, choćby tylko te psychiczne, również nie powinno być żadnym czynnikiem łagodzącym. Jednak czy nie lepiej byłoby okazać choć trochę współczucia dla tego kierowcy. Oczywiście rowerzyście, który brał udział w tym zdarzeniu również należą się wyrazy współczucia oraz życzenia szybkiego powrotu do zdrowia. Na pewno obie osoby znalazły się w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie. Nie chcę tu teraz dyskutować na temat tego kto zawinił ani, jak doszło do tego wypadku. Bardziej interesujące jest dla mnie to, iż komentarze pod tym zdarzeniem pokazują podejście nas polaków do tego typu incydentów.

W większości z nas już czytając informacje o wypadku dokonała oceny i przedstawiła swój wyrok. Na pewno należy się cieszyć iż poszkodowanych nie było więcej. Nie jest mi znany stan zdrowia rowerzysty, ale patrząc na uszkodzenia jednośladu mam nadzieje, że nic poważnego mu się nie stało. Auto otarło się jeszcze o ścianę budynku więc mogło być znacznie gorzej. Takie podejście jakie teraz zaprezentowałem jest bardzo podobne to tego jakie znam z niektórych krajów UE. Pomimo tego iż pochopne wystawianie opinii przez niektórych z naszych rodaków bardzo mi się nie podobało, to jednak nie uważam aby polski kierowca miał się czego wstydzić na zachodzie. Przeciwnie, warunki podróżowania samochodem po Polsce sprawiły, iż nasi kierowcy w mojej ocenie są lepszymi kierowcami niż zachodni sąsiedzi. Polskie drogi wymagają ogromnej czujności i wyobraźni godnej największych twórców science fiction, aby móc przewidzieć choć część z tego co widzi się codziennie na naszych drogach. Stan nawierzchni często nie daję możliwości bezpiecznej podróży nawet najnowocześniejszym pojazdom. Natomiast ułańska, niekiedy, fantazja naszych kierowców w dalszym ciągu mnie zaskakuje. Spotkałem się kiedyś ze stwierdzeniem iż „gdybyśmy jako naród zamienili się terytoriami z narodem niemieckim to w przeciągu pół roku, ilość obywateli niemieckich zmniejszyłaby się o 3/4”. Jest to może zbyt wyidealizowany obraz polskiego kierowcy, ale trzeba przyznać, że coś w tym jest. Patrząc na to czym dysponuje przeciętny polski kierowca, oraz jaki jest stan techniczny tego czegoś, można chyba przyznać, że musimy się wykazać nietypowymi jak na warunki Europejskie umiejętnościami. Choć statystyki wypadków dowodzą, że mamy jeszcze na tym polu wiele do zrobienia, liczę jednak na to iż z pomocą przyjdzie nam poprawiająca się jakość polskiej infrastruktury drogowej.

Spotkałem się z zarzutem, że w Polsce poszanowanie życia, tak cudzego jak i własnego, jest niskie. Z tym się chyba jednak nie mogę zgodzić gdyż przecież to właśnie Polska, jak również i inne kraje dawnego związku radzieckiego, przejęły w podświadomości określenie „towarzyszu” na określanie naszych kolegów, a dawniej rodaków. Wydaje mi się, że takie określenie ma silny ładunek emocjonalny i w umyśle każdego z nas rodacy kojarzą się pozytywnie. Poszanowanie prawa może być w naszej mentalności dosyć trudne do określenia, bo choć jesteśmy krajem demokratycznym, to z władzą jakoś nam nigdy nie było po drodze. Na taki odbiór narodów słowiańskich na zachodzie, w mojej ocenie, ma większy wpływ chęć rywalizacji oraz potrzeba udowadniania różnych rzeczy. A dlaczego robimy to na drodze, no cóż, tu chyba pomaga nam wciąż stosunkowo wysoka anonimowość. Jesteśmy sobie w zamkniętym samochodzie bez naszego zdjęcia ani nazwiska na drzwiach, więc kierowca pokrzywdzony przez nas na pewno nas nie pozna. Ta anonimowość jeszcze bardziej się potwierdza przez niską wykrywalność wykroczeń drogowych w naszym kraju. To jest również coś do czego turyści z zachodu nie są w stanie przywyknąć.

Wydaje mi się, że w skrócie wymieniłem wszystkie najważniejsze różnice jakie określają sposób jazdy na wschód od Odry. Choć te drogi są trudniejsze i wymagają większej koncentracji bardzo lubię po nich jeździć. Nawet gdy wielokrotnie jeździmy tą samą trasą, to ona nigdy nie jest taka sama. To zapewnia pożądaną różnorodność, która to powinna nas zmuszać do większej koncentracji. Wydaje mi się jednak, że gdybyśmy przejęli część zachowań narodów zachodnich byłoby nam jeszcze łatwiej. Mam wielkie szczęście że mój regularny klient jest osobą po 40-tce, a więc osobą rozważną i spokojną. Jakiś czas temu zrozumiał, że za pieniądze najlepiej jest kupować czas a nie rzeczy. To sprawia iż podróżując z nim, nigdy się nie spieszymy. Co jest jeszcze bardziej godne szacunku to fakt ze nigdy się również nie spóźniamy. Godzinę wyjazdu obliczam stosownie do panujących warunków oraz trasy jaką mamy pokonać. W zależności od tego po jakich klasach dróg będziemy się poruszać, staram się oszacować ile czasu dodatkowego potrzebujemy na tzw. sytuacje nieprzewidziane. Poprawia to zarówno komfort jak i bezpieczeństwo jazdy. Czasami bywa tak, że na miejsce przyjeżdżamy za wcześnie i wówczas zawszę usłyszę od klienta dobre słowo oraz prosi mnie, abyśmy zrobili jakąś pętle, tak aby na miejsce zajechać punktualnie. Ten czas na sytuacje nieprzewidziane przemieszczając się samochodem po krajach słowiańskich jest dłuższy niż na zachodzie. To wynika z różnorodności napotkanych przeszkód.

Ostatnio mój sposób jazdy został bardzo przyjemnie pochwalony przez jednego z naszych klientów. Skorzystał on z usług naszej firmy pierwszy raz. Przemieszczał się z Austrii do Poznania. Poprosił naszą firmę o podstawienie przeciętnego auta, zdolnego wtopić się w tłum na polskich drogach, pod restauracje po niemieckiej stronie Zgorzelca. Ponieważ miałem dzień wolny, wziąłem naszego firmowego Superba i pojechałem na miejsce. Poczekałem 15 min i z restauracji wyszedł biznesmen mający ok 35 lat. Potwierdził mi jeszcze raz gdzie jedziemy i ruszyliśmy. W miedzy czasie wytłumaczył mi, iż do Zgorzelca przyjechał ze swoim prywatnym szoferem w swoim Maserati Quattroporte. Jego szofer będzie na nas czekał hotelu w Zgorzelcu, a my tym czasem pojedziemy do Poznania i po ok. godzinnym spotkaniu wrócimy. Jadąc tą trasą natknąłem się na znak o uszkodzonej nawierzchni na określonym odcinku. Pomimo tego, iż było poza terenem zabudowanym znacznie zwolniłem zwiększając odstęp do poprzedzającego mnie auta. W pewnej chwili on nagle zahamował chcąc zwolnić przed dziurą w jezdni. Kierowca, który mnie wyprzedził podjął próbę hamowania i gwałtownie ominął auto przed sobą niszcząc felgę w swoim aucie. Kilkadziesiąt kilometrów dalej jechaliśmy za ciężarówką. Droga w mojej ocenie nie pozwalała jej wyprzedzać. Zwiększyłem więc odstęp tak aby inni mogli spokojnie mnie wyprzedzić i następnie tą ciężarówkę. Tak też się stało, minęły mnie dwa auta następnie jak były na wysokości naczepy tej ciężarówki z lasu wyskoczył jeleń który wtargnął na drogę. Wszystkim zapaliły się światła stop. W drugim aucie również światła awaryjne, pierwszy z nich wyprzedził już ciężarówkę pomimo hamowania. Z chwilą gdy zaczął próbować odzyskać panowanie nad autem przemieszczał się od jednej krawędzi jezdni do drugiej w z kół naczepy leciał już dym. Obserwowaliśmy to wszystko z takiej perspektywy że tylko spokojnie zwolniłem i wszyscy pojechaliśmy dalej a jelonek odskoczył do lasu. Na powrocie będąc już blisko Zgorzelca minąłem się z trzema mocno zmodyfikowanymi autami terenowymi z których kół na drogę sypało się mnóstwo błota. Pomimo tego iż było to na przeciwnym pasie zacząłem zwalniać zdejmując nogę z gazu choć i tak cały czas jechałem ok 100km/h. Po chwili wjechaliśmy na błoto naniesione na drogę przez inne auta terenowe które wyjechały na jezdnie i zatrzymały się na naszym pasie ruchu 100m dalej za zakrętem. Zwalniając i pokonując zakręt kontrolka ESP nie mignęła ani razu. Po dojechaniu do Zgorzelca usłyszałem pytanie czy mógłbym jechać dalej. Odpowiedziałem, że tak, a szofer tego Pana jechał za nami. Później klient powiedział mi że skoro tak spokojnie i relaksująco mu się jechało po Polsce to on już czeka na moment jak zjedziemy z autostrad i wjedziemy na boczne górskie drogi w Alpach.

Było mi bardzo przyjemnie gdy ten Pan wybrał podróż ze mną w jakby nie patrzeć aucie niższej klasy. Na koniec odparł że jeszcze nigdy tak nie wypoczął na tej trasie. Te sytuacje dowodzą tego, że polski kierowca jest nauczony instynktownie myśleć o wielu wymiarach jego obecności na drodze. Osobną sprawa jest to czy z tego chce skorzystać, czy też nie. Życzę nam wszystkim abyśmy z tego korzystali.

Jedna myśl na temat “Specyfika jazdy na wschód od Odry.”

  1. Wszystko fajnie, tylko te ostatnie zdanie takie jakieś nie bardzo pasują do Polskiej rzeczywistości. Napisał Pan, że polski kierowca jest nauczony instynktownie myśleć o wielu wymiarach jego obecności na drodze. Z tego co wyczytałem to jedynie Pańskie zachowanie skutkowało bezszkodowym pokonaniem całej trasy. Reszta ludzi nie miała poszanowania dla innych uczestników ruchu, przykładowo ten pan jadąc zderzak w zderzak, co rozwalił sobie felgę.
    Kolejną sprawą jest porównanie Polski do Niemiec, być może posiadamy znacznie gorszą infrastrukturę oraz pojazdy, jednak kultura jazdy w Niemczech jest zupełnie inna niż we wschodniej części Europy. Dla większości Polaków czymś dziwny jest jazda zgodnie z przepisami, kultura na drodze oraz zachowanie bezpieczeństwa. W naszym nadwiślańskim kraju kierowcy bardzo często mają za nic innych użytkowników drogi, przeceniają swoje możliwości oraz uznają się za królów drogi. Jak dla mnie to połowa kierowców w Polsce powinna mieć cofnięte prawo jazdy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *